Jak się zabezpieczyć na wypadek zaginięcia? Zanim ktoś zaginie…

5
(2)

Ubezpieczamy się od nagłych wypadków, kupujemy polisy na życie, chodzimy na wizyty kontrolne do lekarza – staramy się przygotować na różne ewentualności i zminimalizować ryzyko przykrych konsekwencji na tyle, na ile to możliwe. Nie ma w tym nic dziwnego: chcemy być bezpieczni, chcemy by nasi bliscy też byli bezpieczni…

Btw. - słowem wstępu

Z tego co zauważyłam, najpopularniejszą i najchętniej wybieraną metodą jest soczyste stwierdzanie, że giną tylko tacy i owacy, nieodpowiednio wychowywane dzieci, które nie powinny wracać same ze szkoły / być poza domem po 18:00 / mieć dostępu do internetu/znajomych/kieszonkowego i ludzie, którzy sami się o to prosili.

To nie tylko największa dostępna podłość, jaką można komuś zaserwować, ale i próba odsunięcia od siebie niebezpieczeństwa:
Zaginęła -> pewnie jest taka i owaka -> ja jednakowoż nie jestem taka i owaka -> mnie to nie spotka!
Zaginęło -> bo nikt tego dziecka nie pilnował jak trzeba, nie powinno wracać samo ze szkoły -> moje samo ze szkoły nie wraca -> jest bezpieczne!
Zaginął -> pewnie miał jakichś szemranych znajomych, problemy albo długi i sam się o to prosił -> a mój misio/brat/szwagier (ten, którego lubię, pies lizał tego drugiego, temu to jeszcze bym pomogła) nie ma takich problemów -> nic mu się nie stanie!

Nie jestem przekonana, czy to działa. Działa?
Zawsze miałam problemy ze zrozumieniem jak to może działać. Przecież nie ma takiej technicznej, logicznej, fizycznej możliwości, żeby nigdy nie być w niebezpiecznej sytuacji. Jakiś pociąg kiedyś się spóźni, jakiś autobus nie przyjedzie, jakieś zajęcia się przedłużą, ktoś komu ufamy okaże się niegodny zaufania a dziecko, które jeszcze przed chwilą gapiło się na zabawki za którymś razem zniknie nam z oczu a jakaś kamera okaże się zepsuta.
I tak żyjemy w znacznie bezpieczniejszym świecie niż jeszcze 10 czy 20 lat temu – ale jakieś ryzyko zawsze istnieje. Czyżby wszystko rozbijało się o prawdopodobieństwo?

wykres3
W ciągu najbliższych 25 lat…

Bo jeśli faktycznie chodzi o prawdopodobieństwo…

Nie jestem w stanie znaleźć żadnych dokładnych statystyk dla całego kraju od roku 2009.
Robiąc wykresy opierałam się na danych dostępnych w artykule na stronie policji (właśnie z 2009 r.) – mam wrażenie, że wszystkie pomniejsze artykuły w sieci opierają się na tym samym i też nie dotarły do niczego więcej (nie licząc jednego portalu, który grzmi złowieszczo robiąc z całkowitej liczby zaginionych osoby zaginione bez wieści… i tych, którzy postanowili metodą głuchego telefonu podać te informacje dalej, za każdym razem nieco je zmieniając).

To przyjmując ówczesne statystyki jako prognozy – czyli ~38.500.000 ludzi w Polsce, ~15.000 zaginionych rocznie (ta wartość wykazuje tendencję wzrostową, ale wzrasta też ilość zgłoszonych zaginięć) i ok. ~2.000 ginących bez wieści Polaków rocznie (takich, których los jest nieznany przez ponad rok) – w ciągu najbliższych 25 lat może to wyglądać tak, jak na tych zrobionych przeze mnie wykresach.

3,4% Polaków – czyli ~jedna osoba na 30 będzie jedną z 25 najbliższych osób (rodzina, kumple, znajomi z pracy, sąsiadka) dla kogoś, kto zaginie bez śladu.

wykres1Niby niedużo, ale…

Jeśli weźmiemy pod uwagę zaginionych w ogóle – odnajdujących się po jakimś czasie, ale nie całych i zdrowych lub chcący/niechcący fundujących bliskim straszne chwile…

To ten problem dotknie w większy lub mniejszy sposób jednej czwartej społeczeństwa!

25 lat to kawał czasu, ale on i tak mija.

A jak już minie…

wykres2To wśród tych osób, które będą najbliższe zaginionym jedna na osiem nie dowie się, co się stało z tą osobą – przez co najmniej rok.
Inni będą czekać dwa, pięć, dziesięć – a może nigdy się nie dowiedzą.

Techniki kryminalistyczne się rozwijają, systemy bezpieczeństwa są udoskonalane, ludzie są coraz bardziej świadomi zagrożeń, a jednak wciąż znikają. Wielu z nich z własnej woli – część ucieka od koszmarów, które nie dają im żyć, inni od zobowiązań, jeszcze inni od prawa… a inni są porywani, sprzedawani, gwałceni, mordowani…

Na to nie ma statystyk, nie ma szacunków. Nie wiadomo ilu zaginionych bez wieści spotkało najgorsze, a ilu właśnie w ten sposób uciekło od najgorszego.

W oparciu o (nadal te same, niestety innych nie ma lub nie są dostępne publicznie) te same dane z 2009 roku w Polsce zaginiony odnajduje się w ciągu… (*dwa ostatnie prawdopodobnie dotyczą roku kalendarzowego – tj. osoby zaginione w 2008 roku i odnalezione do końca roku 2009 oznaczone ciemnym granatem i osoby zaginione w 2008 roku i nieodnalezione do końca 2009 roku, oznaczone na czerwono).

wykres3
Zaginiony odnajduje się w ciągu…

Porównując roczną sumę zgłoszonych zaginięć /do wglądu tutaj/ i raporty fundacji Itaka, zajmującej się poszukiwaniem zaginionych /do wglądu tutaj/ do ich bazy zgłaszanych jest zaledwie kilka procent zaginięć, średnio około 7-8% – podczas gdy aż 23% z nich znika na dłużej niż tydzień – cały czas mowa tylko o przypadkach zgłaszanych policji.

Długi wywód, ale chciałam dokładniej nakreślić tło przed przejściem do sedna, którym jest próba odpowiedzi na pytanie co można zrobić, żeby zabezpieczyć się na wypadek zaginięcia – ale bez złotych przemyśleń w stylu “nie wychodź z domu po zmierzchu” czy “nigdy nie wracaj sama do domu” – takimi radami każdy może sypać jak z rękawa, tyle że one zawsze będą bezużyteczne: nikt nie wychodzi z domu po zmierzchu jeśli nie musi lub nie chce, poza tym stereotypowe okoliczności zaginięć nie mają wiele wspólnego z faktycznymi.

Zaginięcie też jest zagrożeniem; więc dlaczego nie zabezpieczamy się na wypadek zaginięcia? Czy w ogóle można coś zrobić zanim ktoś zaginie?
pexels-photo

Jasne, że te rzeczy, opisane w pierwszym akapicie nie dotyczą wszystkich – wielu ludzi nie stać na dodatkowe ubezpieczenia, mimo że mając je czuliby się bezpieczniej – a wielu innych narzeka na obowiązkowe składki i badania w pracy, bo lepiej by się czuli mając te pieniądze “w kieszeni” i wolne przedpołudnie. Ich wybór, można dokonać innego.

Chciałabym zaproponować coś na nieco bardziej paranoicznym poziomie:

Jak się “zabezpieczyć” na wypadek zaginięcia?

Własnego i czyjegoś jednocześnie.  To nie jest wielka różnica.

1. Dobrze jest mieć aktywne konta na serwisach społecznościowych.

pexels-photo-121757❄ Jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich zaginie, masz pulę osób, które możesz szybko o tym poinformować i poprosić o dalsze udostępnianie informacji – im więcej osób się dowie i im szybciej ta wiadomość się rozprzestrzeni, tym większa szansa, że zobaczy ją ktoś, kto coś wie i że stanie się to zanim o wszystkim zapomni.

To zawsze dodatkowa szansa na to, że ktoś zauważy Twoją nieobecność, albo że Ty zauważysz czyjąś.

2. Warto podzielić się ze znajomymi swoim niekorzystnym, nie wyfotoszopowanym zdjęciem na którym dobrze Cię widać.

❄ Najlepsze będzie ujęcie na wprost, lekko nieświeże poranne wymięcie w normalnym oświetleniu, bez filtrów, kątów, dzióbków i innych ulepszeń – teoretycznie przykry widok po nieprzespanej nocy niekorzystnie wpływa na wizerunek, ale dzięki temu będzie wiadomo, jak naprawdę wyglądasz.

Realistyczne, aktualne zdjęcie, prezentujące naturalny wygląd poszukiwanej osoby to naprawdę użyteczny materiał.

3. Nie krępuj się, bądź dziwakiem: rób lub/i przechowuj większą ilość zdjęć swoich, znajomych, rodziny i zwierząt. Zadbaj o to, by były wśród nich aktualne i nieprzesadnie pochlebne, a realistyczne.

people-vintage-photo-memories❄ Bardzo często się zdarza, że rodzina po prostu nie ma aktualnego zdjęcia 86-letniego wuja Stefana i nie mają innego wyjścia jak tylko tapetować miasto jego fotą sprzed pół wieku, albo wstawiać opisy, które każdy przechodzień uzna za reklamy i nawet na nie nie spojrzy.

Zdjęcia to nie tylko pamiątki, których nikt nie przegląda, czasem można je przejrzeć z sentymentem, innym razem od tego czy i jak szybko uda Ci się znaleźć odpowiednie zdjęcie może zależeć czyjeś życie.
Prawdopodobieństwo, że tak się stanie nie jest duże, ale warte wzięcia pod uwagę – zwłaszcza, że “zabezpieczenie” się w ten sposób nie jest specjalnie kłopotliwe.

4. Staraj się wyglądać ładnie, młodo i niezbyt bezczelnie.

 To zwiększy szanse na to, że ktokolwiek przejmie się Twoim zniknięciem i zwróci większą uwagę na to, co mówisz, pytając czy nie widzieli przypadkiem…

… a jeśli uważasz, że to nie fair (tym bardziej, że niektórzy bywają mniej lub bardziej podściwaomie “z góry” skreślani jako osoby potencjalnie potrzebujące pomocy), to staraj się pomóc za każdym razem, kiedy widzisz, że ktoś tej pomocy potrzebuje – nawet gdybyś miał ponieść straszliwą cenę odkrycia, że osoba, za którą kilka razy się rozejrzałeś na ulicy miała się okazać cała, zdrowa, bezpieczna i “zaginiona” wyłącznie w wyniku nieporozumienia.

5. Im cichszy sygnał telefonu tym lepiej.

iphone-smartphone-apps-apple-inc-40011❄ To miecz obosieczny, bo wyciszony telefon można łatwo przegapić, kiedy ktoś dzwoni z jakąś ważną informacją czy prośbą o pomoc…

– ale jeśli o to chodzi, to obiema rękami podpisuję się pod paranoją, która każe mi zakładać, że jeśli się kiedyś znajdę w sytuacji, w której się przed kimś schowam i moim jedynym życzeniem będzie, żeby mnie ktoś chętny na zrobienie mi czegoś nieprzyjemnego nie wiedział gdzie jestem – to niewyciszony telefon na pewno wtedy zadzwoni.

6. Jeśli ani Ty ani bliscy nie macie bardzo charakterystycznego wyglądu ani znaków szczególnych, to nie powstrzymuj się przed zrobieniem tatuażu.

❄ Estetycznie i ideologicznie nie każdemu pasują, ale jakkolwiek kontrowersyjne, tak są doskonałym narzędziem identyfikacyjnym.

“Czy do szpitala trafił ostatnio mężczyzna, średniego wzrostu, blondyn, miał na sobie niebieskie dżinsy i…?”
brzmi znacznie mniej konkretnie niż:
“Czy do szpitala trafił ostatnio mężczyzna z dużym wytatuowanym na klacie napisem “Kocham Kaśkę”?

7. Jak się nudzisz i nie masz nic lepszego do roboty niż stanie i liczenie płyt chodnikowych pobaw się w przypominanie sobie kluczowych informacji na temat wyglądu znajomych.

pexels-photo-10979❄ Niebieskie oczy czy może jednak szare? Dwa kolczyki w lewym uchu czy może jednak w prawym? Poziom nudy i zniecierpliwienia będzie porównywalny, a to – oby nie – ale może się kiedyś bardzo przydać. 

Nawet jeśli miałoby się “nie przydać”, to Ty i tak na tym skorzystasz, bo jest to pewna forma ćwiczenia pamięci, dzięki której dłużej zachowasz sprawny umysł – można to nazwać wręcz “inwestycją w przyszłość”.

8. Zadbaj o to, żeby mieć w domu działającą drukarkę, tusz, zapas papieru, koszulek i dobrą taśmę klejącą.

 Żadna z tych rzeczy na pewno się nie zmarnuje, bo to artykuły, które i tak są potrzebne i używane na co dzień, a lepiej je w domu mieć niż nie mieć.

Jeśli w domu są zwierzęta, to ryzyko, że mogą się przydać w krytycznym momencie jest jeszcze większe, a czas przeważnie gra kluczową rolę, a im wcześniej przygotujesz , wydrukujesz i rozwiesisz plakaty, tym większa szansa, że dotrzesz do kogoś, kto coś widział i może pomóc, póki wspomnienie tej sytuacji jest jeszcze w miarę świeże.

9. Postaraj się być w dobrych stosunkach z miejscowymi menelami.

Mogą się czegoś dowiedzieć, mogą coś zobaczyć, mogą o czymś usłyszeć – kręcą się po mieście, znają różne dziwne miejsca, mają wielu znajomych, przeważnie wiedzą o okolicy więcej niż przewodnik, ale nie mają internetu i trzeba (umieć) z nimi pogadać, żeby się czegoś dowiedzieć, jeśli przyjdzie taka potrzeba.

10. Staraj się pomóc innym, zwłaszcza jeśli nic Cię to nie kosztuje.

pexels-photo-69212❄ Przeczytaj ogłoszenie, które wisi na słupie. Zwróć uwagę, czy nie widziałaś/łeś gdzieś takiej osoby.

I w drugą stronę: widząc osobę zdezorientowaną, zagubioną, z jakichś względów nie pasującą do otoczenia postaraj się zapamiętać kilka szczegółów dotyczących tej sytuacji.
Tylko tyle. Już to może się okazać nieocenioną pomocą, wcale nie trzeba biegać za każdym napotkanym hipsterem i dopytywać się o jego samopoczucie.

Udostępnij dalej informację o zaginionym jeśli masz taką możliwość.

Nie przypuszczam, by powstrzymanie się od pisania ohydnego, obraźliwego komentarza na temat obcej, zaginionej dziewczyny, która jakoś z twarzy wygląda na zdeprawowaną latawicę wchodziło w grę – sądząc po częstości występowania pokusa musi być ogromna, a poświęcenie związane z nie robieniem tego zbyt duże by brać je na swoje barki, ale można spróbować.

Jeśli powyższe się nie uda – nadal nie tak źle.

Klikanie i komentowanie artykułów o zaginięciach, nawet jeśli w sposób ordynarny i obrzydliwy, to jednak daje do zrozumienia dostawcom informacji, że temat jest chwytliwy i interesujący. A to oznacza większe szanse dla rodziny innej zaginionej osoby na przebicie się do mediów.


(Tyle. Tak sobie pomyślałam, że ten… no ten. No i to napisałam. Prawdopodobnie nikomu do niczego się to nie przyda, bo kto myśli o tym, że ktoś może zaginąć zanim zaginie – ale to przecież zestaw “informacji”, który chyba każdy ma gdzieś z tyłu głowy i poświęcenie tym myślom choćby kilku chwil  na pewno nikomu nie zaszkodzi).

☙✿❀❁❧

Kliknij na serduszka, jeśli chcesz ocenić post.

Średnia ocen: 5 / 5. Wyniki: 2

Wiatr hula... Nikt jeszcze nie ocenił tego posta. Link do FB jest na dole - to malutkie "f" na środku stopki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.